CYCÓW 2025
Plener w Cycowie grupy 1/14 miał w sobie wszystko, co najpiękniejsze w spotkaniu sztuki, natury i lokalnych smaków. Po dniu spędzonym przy sztalugach – wśród pejzaży, które same domagały się, by je malować – wieczory pachniały polesiakami, czyli miejscowymi pierogami nadziewanymi soczystym farszem. Były sycące, ale i zaskakujące – trochę jak same obrazy, które powstawały podczas pleneru. Przy stole rozmawiało się o kolorach, kompozycji i fakturze, ale też o tym, czy pieróg to bardziej rzeźba czy architektura w skali mikro.
Sam krajobraz Cycowa okazał się niczym otwarta pracownia – Poleski Park Narodowy był niekończącą się inspiracją. Mieniące się odcieniami zieleni torfowiska, gładkie tafle jezior, trzcinowiska, w których wiatr malował swoje abstrakcje – wszystko to trafiało na płótna, szkicowniki i do głów. Spotkania z żurawiami czy stadem koników polskich miały w sobie więcej dramaturgii niż niejeden wykład z teorii sztuki.
Były też przygody…
spokojne popołudnie w Cycowie, artyści wpatrzeni w płótna, a tu nagle – pies wyskakuje z okna na pierwszym piętrzei ląduje niczym kaskader w hollywoodzkim kinie akcji. Przez chwilę wszyscy zastygli – czy to dramat, czy cud? A pies, jak gdyby nigdy nic, otrzepał się, zamachał ogonem i pobiegł dalej, jakby właśnie dał lekcję odwagi i wolności.
To wydarzenie szybko stało się plenerową legendą – „latający pies z Cycowa” został symbolem nieoczekiwanej lekkości i odwagi, które przydają się także w sztuce. Tak jak pies zaryzykował skok, tak artyści sięgali po nowe formy i rozwiązania – wychodząc poza schematy, bez gwarancji miękkiego lądowania.























